Archiwum 05 stycznia 2004


sty 05 2004 Opowiadanie (C.D.)
Komentarze: 0

Wyobrażała sobie, jak to będzie z jej

śmiercią. Czy poleje się krew, czy opadnie na podłogę pod

wpływem tabletek...

Usiadły na ławeczce koło klubu, ale nie rozmawiały o rodzicach

Oli. Mówiły o wszystkim i o niczym. Ola wspomniała też

o Radku.

- Mówię ci, jest zajebisty. Ma śliczne oczy, szerokie

ramiona, nic, tylko się wtulać. A to bardzo z nim przyjemne. -

pochwaliła się.

- Przytulaliście się?! Matko, w pierwszy dzień

znajomości? - wołała zaskoczona Maja.

- Pocieszał mnie. Płakałam...

- Przez nich?

- Tak...

Zawiał wiatr i zdmuchnął nasionka z dmuchawców roznosząc je

wszędzie. Słońce odbijało się w liściach i oczach, a kolejne

krople wody zrosiły delikatnie trawę i jej bluzkę. Znów zawiało

mocniej. Skąd tutaj słona woda?

 

- O której to się wraca do domu? - ledwie weszła do

mieszkania, a ojciec już miał pretensje.

- Nic nam dzisiaj nie pomogłaś! - odezwała się matka.

- Ale przecież przed wyjściem sprzątałam łazienkę,

umyłam naczynia, odkurzyłam dywany.... - tłumaczyła się.

- Bo to twój święty obowiązek! Mogłabyś czasem wpaść na

pomysł i sama z siebie poukładać w szafkach w kuchni! A tak to

zawsze ja z tatą musimy ci mówić, co masz zrobić! Wstyd mi za

ciebie!

Miała ochotę coś rozwalić, rozryczeć się, wybiec z domu, zabić

ich albo najlepiej siebie... Teraz tylko mogła się rozpłakać i

pobiec do pokoju. Rzuciła się na łóżko. Za nią przybiegła matka.

- I jeszcze śmiesz beczeć?! - wrzasnęła, odwróciła

brutalnie wtuloną w poduszkę twarz jej córki i mocno uderzyła w

policzek.

Oli zrobiło się ciemno przed oczami, w uszach zadzwoniło,

a w sercu ukłuło najboleśniej, jak mogło. Już nie płakała,

oddychała bardzo ciężko. Błądziła bezwiednym wzrokiem po pokoju

natrafiając od czasu do czasu na zmrużone oczy matki. Ta

wyprostowała się i odchodząc powiedziała już ciszej.

- Należało ci się. Mam nadzieję, że będziesz bardziej

odpowiedzialna.

Ola jeszcze długo leżała na łóżku patrząc się w sufit

pustym wzrokiem i trzymając się za opuchnięty policzek. W ustach

czuła smak słonych łez a zza drzwi dochodził do niej krzyk ojca.

- Ile ty jeszcze będziesz siedział przy tym komputerze?

Nic się nie uczysz! Jak można mieć tylko czwórkę z matematyki?

Przynosisz mi wstyd! Od jutra zero komputera, tylko nauka!

"Nie martw się, Sławek, to się kiedyś skończy, obiecuję..."

Śniło jej się, że przyjechał Radek i niósł bukiet kwiatów, ale

kiedy doszedł do Oli zamiast róż były frytki a wraz z

nimi pojawiła się matka z krzykiem: "Jesteś nieodpowiedzialna!

On cię może zgwałcić. A ty nic w domu mi nie pomagasz!". I nagle

zamiast Radka stał ojciec, który trzymał za kierownicę jakiegoś

roweru. Pchnął go w stronę Oli, a ona upadła. Widziała

Agnieszkę ze ślicznym uśmiechem stąpającą po jej głowie. A

właściwie po policzku. Strasznie ją po tym bolał i czuła, jak

puchnie. Chciała go rozmasować, ale nie mogła podnieść rąk.

Zaczął boleć jeszcze mocniej i w końcu zerwała się ze snu z

krzykiem. Rozejrzała się po pokoju i wstała. Była czwarta

trzydzieści dwa. Dłoń miała przyciśniętą do policzka. Poszła do

łazienki, żeby znaleźć tabletki na ból, miała wrażenie, że jej

twarz wygląda jak wielki pomidor. Zaczęła grzebać w apteczce i

nim znalazła środki przeciwbólowe natrafiła na coś podłużnego i

ostrego. "Brzytwa..." przemknęło jej przez myśl, narzucając

tysiące pomysłów. Połknęła tabletkę i poszła spać.

- Nie byłam sobą, nie chciałam ci tego zrobić, córeczko.

Proszę, wybacz mi... To już się nie powtórzy, ja wiem, że ty

jesteś wspaniałe i dobre dziecko... - przepraszała rano Olę

jej matka. Ale dziewczynę to za bardzo bolało, znów chciało jej

się płakać. Miała jednak nadzieję, że się wszystko ułoży, więc

pozwoliła mamie się objąć.

Stanęła przed lustrem. Policzek dalej był zaczerwieniony, ale

nie bolał już. Dotknęła go delikatnie i przybliżyła twarz do

gładkiej tafli. Lubiła swoje oliwkowe oczy, ładne brwi i to, że

nie miała prawie żadnych problemów z cerą. Na czoło delikatnie

opadała przeczesana na bok grzywka, włosy sięgały ramion.

Chciała uśmiechnąć się do swojego odbicia, ale nie potrafiła. Z

zamyślenia wyrwał ją głos jej brata.

- Ola, telefon do ciebie! - darł się

dziesięcioletni Sławek, właśnie wrócił z mszy na wcześniejszą

godzinę.

Dziewczyna wyszła z łazienki i podeszła do telefonu.

- Słucham? - powiedziała.

- Cześć, tu Radek... - odezwał się głos w słuchawce, a

Oli natychmiast poprawił się humor.

- Cześć. Nie sądziłam, że zadzwonisz... - to była

prawda, przeczuwała, że choć da mu swój numer, to się nie

odezwie. Ale jednak...

- No coś ty! Obiecałem, więc nie chciałem okazać się

chamem.

- Dzięki.

- No... więc... Czy miałabyś jeszcze ochotę się ze mną

spotkać? - spytał, a dziewczynie zabłysły oczy. Odczekała

chwilę, by nie wydać swojego entuzjazmu.

- Tak, myślę, że tak. Ostatnio miło mi się z tobą

rozmawiało.

- Mi z tobą również. A więc, kiedy? Myślałem, żeby może

nawet dzisiaj... Na rynku, na tamtej ławce, co?

- Ech, no dobra... O siedemnastej?

- Super, będę na pewno. No to hej.

- Do zobaczenia... - pożegnała się i odłożyła słuchawkę.

Teraz musiała wyszykować się do kościoła, więc pobiegła się

przebrać.

Rodzice zgodzili się na wyjście i przed piątą ładnie ubrana

szła w stronę rynku. Starała się odpędzić jak najdalej myśli o

matce i wczorajszym wydarzeniu, by nie zepsuły jej spotkania.

Przechodziła obok sklepu z odzieżą, spojrzała w szybę

wystawy. "Jestem za gruba... Po co ja wychodzę z domu? Nie dopnę

niedługo tych jeansów" krytykowała się, co było nieodłączną

częścią każdego dnia. Minęła dwie roześmiane dziewczyny z

figurami, jak u modelek. Wzięła głęboki oddech i ruszyła przed

siebie. Może jednak nie jest taka beznadziejna skoro Radek

chciał się z nią umówić?

Czekał na nią w umówionym miejscu z uśmiechem na twarzy. To

dało Oli jeszcze większą satysfakcję, niż jakby przyniósł

jej róże. Przywitali się i usiedli na ławce. Na początku rozmowa

nie kleiła się, ale potem, gdy poszli na lody, wszystko toczyło

się już lepiej. Ola czuła się szczęśliwa, zwłaszcza, że

Radek tak na nią patrzył... Chciał, żeby przejechali się bryczką

po rynku i długo musiał namawiać dziewczynę, żeby się zgodziła.

W końcu usiedli wygodnie i ruszyli na przejażdżkę, za którą

oczywiście płacił Radek. Objął nieśmiało Olę, a ona

poczuła, że zaraz będzie skakać z radości. Ukradkowe spojrzenia

pełne wyrazu śmigały między nimi, tworząc ciepłe iskierki.

- Dziękuję, było naprawdę super... - powiedziała, gdy

odprowadził ją do domu. Robiło się ciemno.

- To twoja zasługa. - odpowiedział patrząc jej głęboko w

oczy. Dziewczyna zaśmiała się. - Dlaczego się śmiejesz?

- Ech, jest jak w jakimś romansidle. Odprowadzasz mnie do

domu, rozmawiamy pod bramą, brakuje jeszcze żebyś mnie

pocałował - i śmiała się dalej nie zwracając na niego uwagi.

Jego usta były słodkawe i ciepłe.

Do mieszkania weszła cała w skowronkach, wciąż pamiętała to

uczucie, gdy ją całował. Było po dwudziestej pierwszej, więc

szybko pobiegła do łazienki by wziąć prysznic.

- Tylko nie za długo, młoda damo! - usłyszała głos ojca.

Czuła się jeszcze bardziej szczęśliwa, że jak na razie rodzice

nie przyczepili się do niczego. Tego wieczora zasnęła spokojnie

z nadzieją, że teraz wszystko będzie lepiej.

W szkole nie mogła się na niczym skupić, myślała ciągle o

Radku. Miała szczęście, że w poniedziałki nie ma żadnych

ważniejszych lekcji. Opowiedziała oczywiście Majce, jak było na

spotkaniu i obydwie piszczały z radości. "Cieszę się, że mam

taką przyjaciółkę" pomyślała. Po czwartej lekcji dostała

sms'a: "Może spotkamy się jeszcze raz?". Odpisała w

błyskawicznym tempie.

Do ich spotkania w środę Ola pokłóciła się z rodzicami

tylko raz. Znów poszło o głupstwo, ale nie odzywają się do

siebie. Ojciec wrzeszczał, że za długo siedzi przy komputerze,

nie uczy się i nie pomaga w domu. Sławek oberwał za bójkę w

szkole i za to, że nie miał ochoty zjeść obiadu. Matka wyzywała

ich, ojciec wyciągnął pas. Światełka w oczach Oli pojawiły

się dopiero, gdy zobaczyła Radka czekającego na nią niedaleko

Areny. Przy nim zapominała o kłopotach i pragnęła wtulać się w

jego ramiona bez końca. Rozumiał ją i pocieszał. "Dlaczego nie

poznałam go wcześniej?" myślała, bo czuła, że łatwiej byłoby jej

przejść przez te trudne chwile z przeszłości. Zaszyli się w

jakimś odludnym zakątku do późnego wieczora. Pod koniec

spotkania znów czuła ten wielki ból w sercu, tęsknotę za

miłością rodziców. Kochali ją? Mówili, że tak i dlatego trzymają

ją krótko, żeby "nie wyrosła z niej pusta dziewczyna". Ale czy

dobre wychowanie polega na krzyku, upokorzeniach, biciu i

przytuleniu tylko od czasu do czasu? Wszystko najbardziej się

zmieniło w tym miesiącu, a mówią, że maj to powinien być piękny

czas... Wcześniej jakoś dawała sobie radę, nie było tylu

awantur. A ostatnio... Nie wiedziała, co się dzieje i nie

wiedziała, jak to zmienić. Była tak zagubiona, jak nigdy dotąd.

Szukała wyjścia.

Wróciła do domu o dwudziestej drugiej pięć i została przywitana

pretensjami i krzykami. Nie chciała ich słuchać. Pobiegła do

pokoju i zamknęła drzwi, zasłaniając potem uszy. Przez okno

wpadało delikatnie światło księżyca i latarni ulicznych, tworzył

się iście romantyczny nastrój. Leżała długo na łóżku patrząc się

na te słabe promienie. Łzy powoli płynęły po policzku, w głowie

toczyła się wojna, a serce zdawało się rozrosnąć tak, że nie

było w jej ciele na nic innego miejsca. Wspominała przeżyty

dzień, ostatni miesiąc, rok, całe życie... Chciało jej się

krzyczeć i rozwalić coś, ale mogła jedynie zacisnąć zęby na rogu

kołdry i wydać z siebie zduszony pisk. Wstała i spojrzała na

zegarek, była druga szesnaście. Kręciło jej się w głowie, ale

była w pełni świadoma. Wiedziała co robi... Poszła do łazienki i

otworzyła apteczkę, wyjęła z niej ową brzytwę, o której

istnieniu dowiedziała się niedawno. Zapalona była tylko mała

lampka koło lustra, drzwi zamknięte na zasuwkę. Ola

spojrzała na nadgarstki, widziała drogę swoich żył. Cały czas

płakała, ale nie dlatego, że bała się śmierci, płakała przez

nich... Przyłożyła ostrze do skóry i wbiła je najmocniej, jak

sobie na to pozwoliła. Zabolało, ale nie bardzo, bo tej nocy

Ola czuła się, jakby była w obcym ciele. Zaczęła płynąć

krew, a dziewczyna pogłębiała i poszerzała otwór. Cięła wzdłuż

żył, nie w poprzek, ponieważ słyszała, że wtedy są większe

szanse na śmierć. To był lewy nadgarstek, teraz zaczęła rozcinać

prawy. Szło jej nieco gorzej, gdyż nie była leworęczna. Po

chwili do wanny z obu nadgarstków obficie spływała krew.

Ola już nie płakała, czuła się coraz bardziej spokojna i

senna. Nie myślała o nikim, nie myślała w ogóle o niczym.

Patrzyła tylko tępym wzrokiem na powiększającą się plamę w

wannie. Po dłuższym czasie poczuła mrowienie w rękach, opadła

powoli na podłogę brudząc teraz krwią kafelki. Głowę miała

opartą o kosz na brudną bieliznę, nogi podciągnięte pod siebie.

Nagle przez jej głowę zaczęły przewijać się dziwne obrazy, jak w

kalejdoskopie. Widziała zaśnieżone góry, naćpanych hippisów,

chrabąszcze, później siebie idącą po dachu. W końcu straciła

przytomność.

Tata Oli dostał się do łazienki przed ósmą rano,

wykręcając zasuwkę. Jego córka była już martwa...

pacyffka16 : :