Archiwum 07 stycznia 2004


sty 07 2004 Lezalam sobie w sniegu...
Komentarze: 2

Dokladnie, lezalam sobie dzisiaj w sniegu ;) I to nie jeden raz... :) Dlaczego? Z wycienczenia :P A no tak, Ostrowska stwierdzila, ze idziemy dzisiaj na lodowisko, ale bylo zamkniete, wiec wymyslila, zebysmy (nasza klasa) uzadzili "Bitwe na sniezki" Po tym wszystkim bylam tak zmeczona, ze juz nie mialam sily nawet uciekac... Normalnie masakra... :] Ale oplacilo sie: Ostrowska tez dostala ;] I to pozadnie:) Hehehe :) A wracajac do tego lezenia w sniegu, to bylo bardzo przyjemnie :) No, pomijajac fakt, ze pozniej mnie zakopali :) Ale Izunia mnie uratowala :) Hehehe :) Szkoda, ze jutro sa juz normalne lekcje... :) Heh... I juz mam nawet lepsza opinie co do Ostrowskiej... Moze jednak bede miala ta piatke na koniec z polskiego?? ;) No coz... W zeszlym roku mialam, ale wtedy uczyl mnie Kmiecik... Z nim bylo inaczej - ja go lubilam, a on mnie... :/

pacyffka16 : :
sty 07 2004 Opowiadanie
Komentarze: 0

Ola mieszkała z rodzicami i bratem w bloku na Owsianej.

Niedawno skończyła 16 lat, uwielbia słuchać muzyki i czytać

książki. Była wesoła, choć czasem miewała nieprzyjemne sytuacje

w domu. Jak większość nastolatek kłóciła się ze swoimi

rodzicami, co sprawiało, że chwilami marzyła, by nie istnieli...

I teraz też tak było. Właśnie wybiegła z domu, nie mogła dłużej

jej słuchać, dobrze, że przynajmniej ojciec jest w pracy. On też

prawiłby jej kazania. A zazwyczaj zaczyna się od byle głupstwa,

np. od tego, że nie miała ochoty zjeść mięsa na obiad. Matka

przez tą błahostkę zaczęła się denerwować, potem wypominała

Oli  jakieś jej grzeszki, nieposłuszeństwa. A dziewczyna

przeklinała ją w duchu, nie rozumiała, dlaczego jest karana za

coś, co przecież nie jest tak ważne. "Ja tylko nie miałam ochoty

zjeść mięsa, a znów płaczę...". To ją bardzo bolało. Prawie

zawsze była awantura, jeśli matka nie miała humoru, albo dzieci

jej czegoś odmówią. "Nic nie robicie w domu! Nic mi i ojcu nie

pomagacie! Wstydzilibyście się!" ganiła Olę i młodszego

Sławka, choć nie miała racji. Wypełniali swoje obowiązki, jeśli

poprosiła o odkurzenie mieszkania, zawsze od razu to robili. A

ona mimo to zawsze się czegoś czepiła. I nie można jej było nic

powiedzieć, bo uznawała to za pyskowanie i można było mieć

jeszcze większą karę. Z ojcem było inaczej. Z pracy wracał

dopiero wieczorem i z nim kłótnie zdarzały się o wiele rzadziej.

Ale za to potrafił się przyczepić do tego, że Ola stoi

przed lustrem. Tego nienawidziła, nie wiedziała, jak go

przekonać, że przecież to jest normalne, że jest chyba

przewrażliwiony. Miał też wąty o codzienne mycie włosów.

Ale były również dni, kiedy wszystko było w porządku, rodzice

mieli dobre humory i wtedy wszyscy czuli się jak najszczęśliwsza

rodzina. Ani Ola, ani Sławek nie potrafili więc powiedzieć,

czy mają wspaniałych, czy okropnych rodziców. Bo przecież oprócz

tych kłótni zdarzało się tyle dobrych chwil.

Dziewczyna pobiegła przed siebie, jeszcze nie wiedziała dokąd

zajdzie. Zatrzymała się więc na następnym zakręcie, by

zdecydować, gdzie iść. Gotowała się ze złości. "Co za kurwa, o

wszystko się musi czepiać, w ogóle nie możemy się dogadać.”

 wyklinała na matkę. Zajrzała do kieszeni kurtki, miała

portfel i bilet. Pobiegła więc na przystanek i miała szczęście

bo akurat przyjechał autobus.

"Wrocławski rynek jest taki piękny... Wielka inspiracja"

myślała już spokojniejsza. Prawie zapomniała o kłótni z matką,

czuła tylko żal. Usiadła koło pręgierza, dziś było tam mało

ludzi, tylko jakieś dwie dziewczyny ubrane na czarno, około 18

lat, chłopak z dredami i babcia z wnuczkiem. Chłopczyk jadł

kanapkę. "Cholera, też jestem głodna. Gdyby matka się nie

pluła o pierdoły pewnie teraz jadłabym smaczny obiadek". Wyjęła

portfel i przeliczyła pieniądze. Cztery złote i pięćdziesiąt

trzy grosze, spokojnie starczy na frytki. Dobrze, że na

rynku też jest Mc`Donalds.

Zamówiła frytki  i usiadła przy małym stoliku.

Obserwowała ludzi, to sprawiało jej przyjemność. Było wprawdzie

trochę wścibskie, ale jakie interesujące! Zazwyczaj wybierała

sobie jedną osobę, by dręczyć ją wzrokiem i podglądać jej

zachowania. Tym razem padło na niską dziewczynę o czarnych,

rozpuszczonych włosach, na oko 20 lat. Koło niej stał starszy

mężczyzna, prawdopodobnie jej ojciec. Uśmiechała się do niego,

miała sympatyczne dołeczki w policzkach. Bez przerwy poprawiała

włosy i bluzkę. "Chyba nie czuje się za dobrze w swojej skórze.

Wolałaby być inna? Możliwe, tyle kobiet i dziewczyn marzy o

odmiennym, lepszym wyglądzie.". Na jej lewej ręce połyskiwały

trzy srebrne bransoletki. Oli całkiem się podobały, choć

zazwyczaj nie nosiła żadnych ozdób prócz zegarka i ewentualnie

łańcuszka. Starszy pan poszedł na wyższy poziom, pewnie do

swojego stolika i dziewczyna została sama. Rozglądała się

wszędzie, aż w końcu mogła zamówić zestaw. Pracownik uśmiechnął

się do niej miło, wstukał coś w kasie i odszedł. "Czarnulka"

odwróciła głowę i popatrzyła się Oli prosto w oczy. "Czyżby

poczuła, że ją obserwuję? Trochę głupio wyszło, żeby tylko nie

myślała sobie czegoś..." pomyślała i spuściła wzrok na

frytki. Dokończyła je i już chciała wyjść, gdy nagle

podeszła do niej ta dziewczyna.

- Czy wydawało mi się, czy mnie obserwowałaś? - spytała.

Ola poczuła się trochę głupio. Jeszcze nigdy "upatrzona"

osoba nie podeszła do niej, nawet jeśli zauważyła, że jest

obserwowana.

- Yyy... no tak, ale nie myśl, że...

- Ej spokojnie - "Czarnulka" uśmiechnęła się

sympatycznie. - Nie musisz się tłumaczyć, wiem, o co chodzi.

Ola zdziwiła się trochę. W końcu odważyła się poruszyć, bo

przed chwilą nie mogła wykonać żadnego ruchu.

- Może usiądziemy na chwilkę? - zaproponowała

obserwowana dziewczyna i od razu usadowiła się na siedzeniu.

Ola zrobiła to samo, była ciekawa, czego teraz chce od

niej "Czarnulka". Ta mówiła dalej - Widzę, że ty też lubisz

patrzeć na ludzi i obserwować ich reakcje. - to było dla

Oli duże zaskoczenie, od razu tak celnie trafiła.

- No tak... A co znaczy "też"? Robisz to, co ja? -

spytała "Czarnulę"

- Nie, nie ja... Mój młodszy brat. I w sumie sama nie

wiem, dlaczego podeszłam do ciebie teraz, intuicja mi coś

podpowiada, ale lepiej nie będę mówić, co. A tak przy okazji,

jestem Agnieszka. Ale mówią na mnie Mala. - powiedziała i

wyciągnęła rękę.

- Ola.

- Jesteś tu sama?

- Yhm. Ale za to ty nie.

- Ha, już wypatrzyłaś - uśmiechnęła się. - Tak, jestem z

tatą i młodszym bratem, siedzą na górze, przed chwilą wzięli ode

mnie to zamówienie.

- A co mówiłaś o swoim bracie? On też obserwuje ludzi?

Ile on ma lat? - dopytywała się wyraźnie zaciekawiona Ola.

Agnieszka jeszcze bardziej się uśmiechnęła.

- Ma 18 lat, nazywa się Radek i odkąd pamiętam,

uwielbiał przesiadywać w parku i gapić się na ludzi. Czasem też

ich rysował. Ma do tego ogromny talent. Wydaje mi się, że

musicie się poznać. Chciałabyś?

- W sumie nie miałabym nic przeciwko... - mimo woli

Ola zaczerwieniła się, miała bowiem nadzieję, że teraz

spotka kogoś wyjątkowego. Zapomniała już całkiem o kłótni z

matką. Wstały i poszły na górę.

Przy stoliku na końcu sali rozpoznała ojca Agnieszki,

naprzeciwko niego siedział prawdopodobnie Radek, był odwrócony

plecami do dziewczyn. Miał ciemne, kilkucentymetrowe włosy,

szarą bluzę z kapturem i jeansy. Oli zabiło serce. W końcu

podeszły do stolika i mogła zobaczyć twarz Radka. Oczekiwania

dziewczyny spełniły się, wydawał jej się bardzo przystojny, miał

duże, piwne oczy i trochę szerokie brwi. Na to zawsze zwracała

uwagę u chłopaków. Przywitała się z nim i z jego ojcem, a

Agnieszka kazała jej usiąść ze wszystkimi. Ola czuła się

trochę jak intruz, ale chciała nawiązać bliższą znajomość z

Radkiem. Rozmawiało im się całkiem miło, dziewczyna łapała

ukradkowe spojrzenia brata Mali, co dawało jej nadzieję na

lepszy kontakt. Kiedy zbierali się do wyjścia, Agnieszka poszła

na bok z Radkiem i powiedziała mu o czymś. Ola domyślała

się, że chodzi o nią i czuła się niezręcznie. Skończyli i

chłopak podszedł do niej.

- Siostra mówiła mi trochę o tobie. I myślę, że to, co

powiedziała jest wystarczającym powodem, żeby z tobą bliżej się

zapoznać. Przejdziemy się? - zaproponował, co całkowicie zatkało

Olę. Ale zgodziła się i po chwili siedzieli sami na ławce.

Rozmawiali o obserwowaniu ludzi i o rysunkach Radka.

- Może niedługo ci je pokażę. Mam ich całą szafę, ale

tylko się marnują. Właściwie nikt ich nie widział oprócz Mali i

mojego taty...

- A mama?

Zapadła chwilowa cisza.

- Moja matka nie żyje... - powiedział, a Oli

zrobiło się przykro i głupio jednocześnie, że o to spytała.

- Przepraszam...

- Nie szkodzi, przecież nie wiedziałaś. - wymusił

uśmiech - Z resztą to już tak bardzo nie boli.

- A... kiedy... umarła...?

- Pięć lat temu, miała raka płuc... To przez palenie,

tyle razy jej mówiłem, żeby to rzuciła, ale ona się tylko

śmiała, bo twierdziła, że nic jej się nie stanie...

- Jeśli nie chcesz, nie musisz mi o tym opowiadać.

- Sam nie wiem, chyba muszę to z siebie wyrzucić...

- Ale przecież jestem dla ciebie obcą osobą, może

będziesz się potem czuł głupio.

Spojrzał Oli prosto w oczy, poczuła mrowienie w karku. I

zaczął opowiadać. Jak było im ciężko, jak sobie z tym radzili,

jakie mieli kłopoty.

- Od tamtego czasu ojciec stara się poświęcać jak

najwięcej czasu mi i Agnieszce. Sama widziałaś, dziś zabrał nas

do McDonald'sa, tak jak robił to, gdy byliśmy mali.

Ola czuła, że ta rodzina, choć niekompletna i z kłopotami,

była szczęśliwa. Coś ukłuło ją w serce. Nutka zazdrości. Też

chciałaby, żeby jej rodzice mieli z nią tak dobry kontakt, a jak

na razie wolała nie myśleć o powrocie do domu. Była już szósta,

ale zbyt dobrze rozmawiało jej się z Radkiem. I nie wiadomo

dlaczego, nagle zaczęła opowiadać mu o swoich problemach w domu.

Słuchał jej uważnie, a ona poczuła łzy w oczach. Rozpłakała się

głośno i nie obchodzili ją inni ludzie, którzy przechodząc obok

patrzyli się na nią, jak na histeryczkę. Radek za bardzo nie

wiedział co robić, więc nieśmiało objął Olę. Trwali tak

jeszcze jakiś czas.

Gdy wróciła do domu Sławek jak zwykle siedział przy komputerze,

taty jeszcze nie było, a matka siedziała w kuchni i patrzyła na

zegarek. Na widok córki zaczęła płakać i krzyczeć.

- Wiesz, jak się o ciebie bałam? Nie wiedziałam, gdzie

jesteś, myślałam już o najgorszym! Przepraszam córeczko,

przepraszam. Tak się bałam... - ściszyła ton i objęła Olę.

Ona jednak nie miała ochoty na przytulanie matki, dała więc jej

delikatnie do zrozumienia, że to nieodpowiedni moment. Zawsze

jest tak samo, najpierw wypomina córce różne rzeczy, czepia się

do wszystkiego, krzyczy, a potem nagle żałuje i przeprasza.

Ola czuła się coraz gorzej w tym błędnym kole. Nie

wiedziała już, co robić, by uniknąć humorów matki. Zamknęła się

w pokoju, położyła na łóżku i zaczęła płakać.

Rano odzywała się do wszystkich tylko półsłówkami. Ojciec

patrzył na nią dziwnie.

- Musiałaś to robić mamie? - spytał w końcu.

- A czy ona musi to robić mnie? - zareagowała trochę

zbyt ostro, to też prawie zawsze się kończyło awanturą.

- Jak ty się odzywasz do ojca?! Nie pyskuj! - powiedział

stanowczo.

W dziewczynie wszystko zaczęło się gotować, ale jakoś

powstrzymała wybuch. Nic mu nie odpowiedziała, wzięła tylko

kanapkę i poszła z nią do swojego pokoju. Tam mogła przynajmniej

od nich odpocząć choć momencik. Włączyła ulubioną płytę Suicidal

Tendencies i od razu poczuła się lepiej, miała wrażenie, że nie

jest sama ze swoimi problemami. Przy tej muzyce znajdywała się w

swoim świecie. Po chwili nie była już taka zdenerwowana,

napawała się tym, że jest wreszcie sobota, piękny majowy dzień.

Ale nie mogła się z tego cieszyć tak do końca.

Ojciec wyszedł do pracy, a matka podlewała kwiaty w salonie.

Ola usiadła przy stole i patrzyła na nią. Chciała coś

powiedzieć, zrobić, żeby już było dobrze, ale nie wiedziała co.

W jej ciele uruchomiła się jakaś blokada, zupełnie, jakby była

sparaliżowana. Nie potrafiła nawet wstać. Ogarnął nią lęk.

Jedyne do czego była zdolna, to cichy płacz. Matka obejrzała się

i zaraz podeszła do córki.

- Co się stało, kochanie? Oleńko, dlaczego ty

płaczesz? Ktoś ci zrobił krzywdę? - mówiła tuląc ją.

"Ty mi robisz krzywdę, dlaczego nie możesz tego pojąć?..."

myślała dziewczyna. Ale teraz nie broniła się przez uściskiem

mamy. Brakowało jej tych chwil przepełnionych czułością i

ciepłem, dawno tak nie było. Zaczynała czuć się głupio, że w

ogóle kiedykolwiek wyklinała swoją matkę. "Błędne koło" myślała.

Po południu zadzwoniła Majka, przyjaciółka Oli. Ona znała

sytuację w jej domu. Umówiły się na osiemnastą koło klubu

Firlej, Ola musiała z nią pogadać. Choć zdecydowanie

większe korzyści przynosiło jej milczenie z Majką, ono potrafi

być kojące. Przed spotkaniem po kilka razy

przesłuchiwała "Nobody hears" i "How will I laugh tomorrow"

Suicidal Tendencies.

pacyffka16 : :